Przyznać się do błędu nie jest łatwo, ale warto!

ja

Dziś chcę do Was przyjść z moimi przemyśleniami…

Długo się z nimi zbierałam bo ostatnie kilka miesięcy porzuciłam trochę bloga na poczet rozwoju Mimello oraz siebie…
Ale nie o tym dziś.
 
A już marzec, a ja nie zdążyłam się podzielić moimi postanowieniami na ten rok, a jest jedna kluczowa…
Wiecie, że jestem w sieci bardzo autentyczna, nie raz pokazuje Wam różne inspiracje, swoje przemyślenia, podróże i wiele, wiele innych…
Teraz już może mniej, bo doba ma naprawdę tylko 24h, ale nadal chcę to robić… Jednak…
od tego roku bardzo chcę ograniczyć (a nawet całkiem zrezygnować) w sieci z ukazywania aktywności związanych z moimi dziećmi.
Dotychczas bardzo ochoczo dzieliłam się wizerunkiem, zdjęciami i filmami, gdzie w roli głównej były moje dzieci. Robiłam to z czystej radości dzielenia się moim szczęściem. Przecież to takie normalne, że dumna mama chce pokazać to co ma najcenniejsze (teraz już wiem, że to mylne postrzeganie)…
Nigdy nie było w tym nawet grama zawiści, próżności, pychy… choć wielu może w to nie wierzyć, robiłam to zawsze spontanicznie, autentycznie i z radością z chwili. 
Tak wiele dobra od Was dostawałam pod postacią wiadomości, komentarzy czy wciąż różnych zapytań o naprawdę różnego rodzaju porady od np. „Jak radziłam sobie z ząbkowaniem dzieci”, po „Sprawdzone rzeczy na podróż z dziećmi”, czy „Edukację dzieci”, nie sposób mi nawet wymienić jak wiele wiadomości w ciągu roku od Was dostawałam i wciąż dostaje 🙂 .
Bywały sporadycznie jakieś dziwne, a nawet dwóch stalkerów się trafiło przez te kilka lat pisania i dzielenia się swoim macierzyństwem. 
 
Przychodziło mi to naturalnie, aby dzielić się kawałkiem siebie i kawałkiem swojego życia. Lubię się dzielić… Lubię inspirować… Lubię motywować… ale jak widać musiało minąć dość sporo czasu, abym zrozumiała, że popełniam błąd…

Jaki błąd?

Że nie dzielę się tylko swoim życiem, ale też moich dzieci…
A kto dał mi takie prawo? Ja sama? 
Czy moje dzieci są moją własnością? Czy należą do mnie? 
NIE! 
Moje dzieci to odrębne osobowości, niezależne istoty, które mają prawo do prywatności, do własnych decyzji i do swobody wyboru, jakie fragmenty ich życia chcą pokazywać światu.

Dlatego właśnie postanowiłam zrezygnować z ukazywania ich wizerunku w mediach społecznościowych. Jest to z pewnością wyzwanie dla mnie, aby publicznie przyznać się do swojego błędu, ale wiem, że jest to krok w kierunku bardziej świadomego rodzicielstwa i szacunku dla prywatności moich dzieci.

Jednakże, to nie tylko kwestia szacunku dla prywatności moich dzieci, ale także świadomości konsekwencji *sharentingu.

Jeśli ktoś nie wiem co to *sharenting:

Sharenting to pojęcie, które pochodzi od połączenia słów „sharing” (dzielenie) i „parenting” (rodzicielstwo). Oznacza ono praktykę dzielenia się informacjami, zdjęciami lub innymi treściami związanych z własnym dzieckiem w mediach społecznościowych przez rodziców. Ta praktyka stała się powszechna w erze mediów społecznościowych, gdzie rodzice często publikują zdjęcia, filmy lub opisy wydarzeń z życia swoich dzieci, aby dzielić się nimi ze znajomymi, rodziną i czasem nawet całym światem.

Rozwój technologii postępuje coraz szybciej, a tego, co dzisiaj wydaje się niewinne, jutro może mieć poważne konsekwencje… Których często nie jesteśmy świadomi… Jeszcze… Oczywiście zmienia się to powoli, ale… No sami wiecie… wystarczy zobaczyć jak branża parentingowa rośnie w siłę…

Pewnie wielu z Was widziała już niezwykle mocną kampanię Deutsche Telekom stworzyło kampanię „Share with care” 

Tu nie trzeba wiele komentować, film trwa niespełna 3 minuty i mówi wszystko…

Ale idąc dalej…

Badania naukowe pokazują, że nadmierna ekspozycja wizerunku dzieci w mediach społecznościowych może prowadzić do różnych negatywnych i nawet niebezpiecznych skutków, włączając w to zagrożenia dla prywatności, bezpieczeństwa i zdrowego rozwoju psychicznego dzieci.

Dlatego ważne jest, abyśmy jako rodzice, opiekunowie i użytkownicy mediów społecznościowych zdawali sobie sprawę z tych zagrożeń i podejmowali świadome decyzje dotyczące tego, co i jak publikujemy online. 

Moim celem nie jest zabronienie każdemu sharentingu – każdy musi z tym dojrzeć sam i żyć wedle swojego sumienia, swoich zasad i wartości – kim, że jestem, abym miała innym mówić jak mają żyć!? Ale moim celem jest zwrócenie uwagi innych na tę kwestię i zachęcenie ich do refleksji nad tym, jakie konsekwencje może nieść za sobą udostępnianie życia dzieci w sieci.

Wręcz dobitnie i przerażająco pokazał mi też to film dokumentalny na obecnie mojej ulubionej platformie streamingowej (DARMOWEJ!) ARTE.TV 

(tu mała dygresja – poleciła mi ją jakiś czas temu moja siostra cioteczna mieszkająca w Paryżu pisząc, że na zachodzie Netflix jest już BLEEE i Francuzi oraz Niemcy oszaleli na punkcie tej platformy i rzeczywiście jest warta uwagi – to ambitne kino, ambitne dokumenty, sztuka online i to bez subskrypcji i jest to darmowa platforma! Naprawdę z czystym sumieniem polecam 🙂 ) 

Ale wracając do tematu, to ten film: Kliknij TU, aby go zobaczyć – przeraził mnie! Nie chciałabym być częścią takiej społeczności. Jestem daleka od oceniania innych, nie chciałabym też być oceniana, ale na automacie naszego mózgu każdy to robi… Zostawiam go Wam ku Waszej wewnętrznej refleksji. 

Cenię sobie bardzo prywatność:

Niemniej jednak wiem jedno, bardzo cenię sobie prywatność i nawet jeśli ktoś przez chwilę myślał, że wie co u mnie słychać bo oglądał moje zdjęcia/ czytał moje wpisy/ czy śledził moje stories to guzik wiedział co u mnie…

I to jest ta przykra rzeczywistość do której się to wszystko sprowadza. Bardzo szybko oceniamy, szufladkujemy, najadamy się wzrokiem i wiedzą social mediów, a tak naprawdę nie wiemy nic…

I ja osiągnęłam już taki moment chwilami, że pisały do mnie całkiem obce osoby, których nawet na oczy nie widziałam (nie ma w tym nic złego) o porady, a rodzina zapomniała chociażby o moich urodzinach bo dopiero jak na stoires wrzuciłam późnym wieczorem, że mam urodziny to dziwnym trafem po 2- 3 minutach dostawałam dopiero sms z życzeniami… 

Obłudne myślenie…

Tak obłudne myślenie, że jak obserwujemy kogoś to  „niby o nim myślimy…”, „jesteśmy niby obok niego…”, „niby wiemy o nim wszystko…” 

I z przykrością stwierdzam po swoich doświadczeniach, że ludzie wolą poświęcić swój czas, aby podejrzeć Twoje zdjęcia na insta, niż napisać sms: „Jak się czujesz?”. Bo to łatwiejsze i daje złudne poczucie, że wiesz co słychać u Twojego znajomego/ rodzinki ect… 

Tak więc, mimo że to wyzwanie dla mnie aby publicznie o tym mówić, ja która od lat pokazuje swoje rodzicielskie życie… , jestem gotowa na tę zmianę. Jestem gotowa na bardziej świadome i odpowiedzialne korzystanie z mediów społecznościowych, zarówno dla dobra moich dzieci, jak i dla dobra innych rodziców. 

Nie zmienia to jednak faktu, że będę w internecie, może nawet bardziej, bo bardziej świadomie i odpowiedzialnie. I każdy ma prawo do popełniania błędów. Przyznania się do nich głównie przed sobą i próby zmiany w jeszcze bardziej uważne życie w social media. 

Jakie plany ?

Mam w planach być w internecie dla Was. Iść jeszcze bardziej w stronę rozwoju osobistego/psychologii/ coachingu i mentoringu – to co kocham od lat. Mam nadzieje, że będziecie ze mną dalej! Niebawem więcej…

Daj znać czy doczytałaś mój post do końca. Jakie masz odczucia. Może masz jakąś swoją refleksję? Napisz! 

p.s. Oczywiście ktoś za chwilę powie ale jak to? Przecież Twój syn jest youtuberem i wrzuca do sieci filmy o geografii … Ale już dementuje te fakty. To prawda, ale to mój mąż założył naszemu synkowi na jego prośbę kanał na YT, gdzie dzielił się swoją wiedzą o geografii ect. Kanał na YT realnie może mieć osoba powyżej 13 roku życia, więc kanał jest Michała 🙂 Eli chciał spróbować swoich sił jako prezenter, youtuber, dziennikarz i zrobił to (miał przy tym dużo fun) – nie zabroniliśmy mu, ale po rozmowach doszliśmy do wspólnego wniosku, że może na ten moment lepszy byłby podcast. A do Youtuba wróci jak będzie na to realnie gotowy. (o ile to kiedykolwiek nastąpi!

 

5 komentarzy

  • Ewa Wrzosek

    Kamila, cieszę się że piszesz o tym. Ja, również matka 3 wspaniałych dzieci jestem podobnego zdania😄 Już dawno zauważyłam, że obserwowanie życia innych nigdy nie zastąpi bezpośredniego kontaktu. To totalna iluzja.
    Niemniej jednak cieszę się, że dalej będziesz wrzucać inspirujące posty, będziesz zarażać dobrą energią i szczerym uśmiechem😄

  • Katarzyna Sadzikowska

    hmmm tak myślę , że chyba masz rację, aczkolwiek będzie Was brakowało 😉. Wczoraj nawet sobie o Was myślałam, że chyba napiszę do Ciebie odnośnie samemu zaplanowanej podróży. Co mogę więcej napisać, byliście dla nas tutaj inspiracją ❤️

    • Kamila

      Dzięki za te miłe słowa!
      Ale ja nigdzie nie znikam 🙂
      Możesz do mnie pisać.
      Z sieci znikają moje dzieci.
      Ja nadal będę podróżować, nadal będę dzielić się sobą. Ale nie wizerunkiem swoich dzieci:)
      Więc do zobaczenia w necie, a najlepiej na żywo – bo to jest najcenniejsze. :*

Dodaj komentarz

Maksymalna wielkość załączanego pliku: 32 MB. Możesz załączać: obrazek, video. Links to YouTube, Facebook, Twitter and other services inserted in the comment text will be automatically embedded. Drop file here